Doughnut economy – mieć ciastko i zjeść ciastko?

Kate Raworth kojarzona jest z doughnutami, choć żaden z niej cukiernik – to ekonomistka z krwi i kości. Opracowany przez nią model ekonomiczny – doughnut economy – wypromowany na obrazowym odniesieniu do słodkiego ciastka z dziurką, robi furorę wśród tych, którzy szukają sposobu na pogodzenie kapitalizmu i ekologii.

Bo doughnut economy, czyli model, który proponuje Raworth, można by określić maksymą ,,mieć ciastko i zjeść ciastko”. Ocalić kapitalistyczny świat, ratując go zmianą myślenia – o środowisku, o pracy, o wspólnocie – taka właśnie idea przyświeca przebojowej ekonomistce. Nie jest ona jedyną, która uważa, że potrzeba nam klimatycznej korekty kapitalizmu. Na gruncie polskim można znaleźć te idee choćby w książkach prof. Ewy Bińczyk, które gorąco polecam.

Choć wiele się dziś mówi o potrzebie systemowej rewolucji, zdaje się, że nikt nie ma na nią konkretnego pomysłu. Niektórzy chcieliby zobaczyć, jak wszystko trafia szlag, w ruinę popada kapitalistyczny porządek, który stoi na drodze do wspólnoty i równych szans. Raworth proponuje kompromis; przy czym, nie jest to kolejny pomysł, który co prawda jest medialny, ale w praktyce nie sposób z niego korzystać. Przeciwnie, w życie wprowadza go już Amsterdam, upatrując w nim znakomitego kierunku strategii rozwoju po pandemicznym zatrzęsieniu.

DOUGHNUT ECONOMY – NA CZYM OPIERA SIĘ MODEL PĄCZKA?

Nazwa modelu Raworth wzięła się oczywiście od charakterystycznego kształtu. Nasz pączek to bezpieczna przestrzeń, którą z jednej strony ogranicza dwanaście fundamentów społecznych, a z drugiej – 9 pułapów ekologicznych.

Aby życie w pączkowej strefie było osiągalne dla każdego, gospodarka musi funkcjonować z uwzględnieniem wszystkich fundamentów – czyli zdrowia, żywności, edukacji, dochodu i pracy, pokoju i sprawiedliwości, głosu politycznego, sprawiedliwości społecznej, równości płci, budownictwa mieszkaniowego, sieci energii i wody.

Jednocześnie, nie może przekroczyć żadnego z 9 pułapów ekologicznych – zakwaszenia oceanów, zmian klimatu, zanieczyszczeń chemicznych, obciążenia azotem i fosforem, nadmiernego poboru słodkiej wody, przekształcania gruntów, utraty różnorodności biologicznej, zanieczyszczenia powietrza i zubożenia warstwy ozonowej.

Hola, hola – czy którejkolwiek gospodarce się to udało? Zdaje się, że zawsze trafiamy albo do pączkowej dziury, albo na zewnątrz – nadwyrężając środowisko albo polegając na poziomie społecznych fundamentów?

Raworth spieszy nam z pomocą, wytyczając hipotetyczną drogę. Clou modelu doughnut economy jest zmiana sposobu myślenia, oparta na sześciu filarach.

po pierwsze: zmiana celu

Absurdalność tego, do którego dąży kapitalistyczna gospodarka, jest dość oczywista – choć może ciągły bieg, który generuje, nie daje czasu na refleksję? Idea ograniczonego wzrostu, która napędza kapitalizm, jest przecież niemożliwa do zrealizowania (bye, bye, Adamie Smith!).

Nie możemy ciągle się rozwijać (przynajmniej nie w taki sposób, w jaki robiliśmy to do tej pory). Rozrastać, budować i konsumować. To założenie stojące w opozycji do natury, ignorujące naturalne ograniczenia. Choć mogłoby się wydawać, że to dość oczywista konkluzja, teorię nieograniczonego wzrostu zaczęto kwestionować dopiero w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. I można stwierdzić, że przez wszystkie te lata, aż do pierwszej dekady XXI wieku, dyskusja ta w niewielkim stopniu wyszła poza świat akademicki.

PO DRUGIE – ZMIANA PERSPEKTYWY NA EKONOMIĘ

Współczesne podejście do ekonomii zdecydowanie nie uwzględnia jej relacji z systemem społecznym. Cyferki i diagramy w dużym stopniu odzierają ekonomię z pierwiastka ludzkiego.

Dobrą ilustracją tego problemu jest postępująca gentryfikacja w centralnych dzielnicach dużych miast, które jeszcze do niedawna wypełnione były mieszkańcami z dziada pradziada. Lizbońska Alfama, barcelońska Barrio Gothic czy krakowskie Stare Miasto i w coraz większym stopniu również Kazimierz – pandemia obnażyła trudno odwracalne procesy gentryfikacyjne, jakie w nich zaszły. A przecież wraz z mieszkańcami rozmywa się tożsamość miejsca, którą współtworzą – czyż nie jej poszukują turyści (a przynajmniej ich część?)

Geneza tego zjawiska tkwi właśnie w cyferkach. W tym, że zysk jest przedkładany nad równowagę i dobro mieszkańców. Obnaża ono nieudolną politykę miast, które licząc na dużą dawkę dochodów, korzystają z turystycznej hossy, ile wlezie, wiedząc, że kiedyś się ona skończy. Wszystko kosztem mieszkańców, którzy nierzadko w tych dzielnicach przeżywali całe swoje życie, a u jego schyłku bezlitosny rynek zmusza ich do przeprowadzki.

Skutek? Miasta stają się makietami. Czyż to nie upiorne, spacerować po uroczej dzielnicy, sprawiającej wrażenie scenografii z Truman Show? Czy na pewno o to nam chodziło?

po trzecie – zmiana myślenia o systemie ekonomicznym

XIX -wieczne systemy ekonomiczne opierano na kalkulacji, z góry zakładając balans. Raworth nawołuje do uwzględnienia jej kompleksowości, proponując odejście od projektowania na rzecz kształtowania – bardziej elastyczne, bardziej ludzkie.

PO CZWARTE – ZMIANA INDYWIDUALISTYCZNEGO PODEJŚCIA NA KOLEKTYWISTYCZNE

,,O jezu, komunizm” – zakrzyknąłby niejeden w reakcji na tę ideę. A przecież wiele państw Europy Zachodniej, które znacznie wcześniej zaprzyjaźniły się z kapitalistycznym ustrojem, są na etapie wkraczania na kolektywistyczną ścieżkę.

Dokąd nas ona zaprowadzi? Trudno przewidzieć. Ale wiemy już, gdzie zaprowadziła nas ta, stojąca do niej w opozycji.

po piąte – odpowiedzialna redystrybucja dóbr

Nierówności gospodarcze w dzisiejszym świecie pogłębiają się i będą się pogłębiać wraz z nadchodzącymi zmianami klimatycznymi. Odpowiedzialna redystrybucja dóbr to szumne hasło – ale Raworth uznaje, że nie jest to mrzonka a cel do spełnienia.

Po szóste – zmiana modelu biznesowego na regeneracyjny

Zamiast nadwyrężania i tak już nadwyrężonych zasobów i pogłębiania ekologicznej degradacji oraz społecznych podziałów, Twórczyni modelu doughnut economy proponuje firmom model regeneracyjny. Zakłada on nie tylko szanowanie surowców i pracy, ale i poprawianie warunków. I choć brzmi to dość kosmicznie w realiach późnego kapitalizmu, słuchając rozmów z ekonomistką, można dowiedzieć się, że wiele firm nawiązało z nią współpracę na tym polu. Być może ich motywy nie są słuszne, ale nie to wydaje się najważniejsze.

Ideee Raworth ładnie wyglądają na papierze, podobnie jak wdzięczny model. Ale czy są do spełnienia? Przy dobrych chęciach – tak. Ale, jak wiemy, tych niestety braku. Na razie są one wprowadzane w mikroskali, ale kto powiedział, że nie możemy zacząć od małych kroków?

Jedno jest pewne – żyjąc w systemie spełniającym wymogi modelu, żylibyśmy jak pączki w maśle!

Dodaj komentarz