Siarkowy parasol – ratunek przed globalnym ociepleniem czy wymysł geoinżynierii?

Wyobraźcie sobie wyblakłe niebo i krwistoczerwone zachody słońca. Sci-fi? Cyberpunk? Japoński drzeworyt?  Nie, raczej jeden ze scenariuszy, który naukowcy biorą pod uwagę jako ostateczną metodę rozprawienia się ze skutkami zmian klimatu.

Świat desperacko dąży do obniżenia emisji CO2 – głównego winowajcy w klimatycznej aferze. Wraz z przejściem na odnawialne źródła energii i przerzuceniem się na napędzane elektrycznie środki transportu, zmniejszeniu uległaby nie tylko ilość dwutlenku węgla uwalnianego do atmosfery, ale też innych zanieczyszczeń. Brzmi wspaniale, prawda? Dwie pieczenie na jednym ogniu (sic!).

Niestety sprawa nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Okazuje się, że na pozbyciu się zanieczyszczeń z atmosfery moglibyśmy więcej stracić niż zyskać. Jak to możliwe? Jak objaśnia w swojej książce David Wallace Wells, pozbycie się ich mogłoby przyspieszyć postępowanie zmian klimatycznych. Autor ,,,Ziemi nie do życia…” nazywa to wysoce prawdopodobne zjawisko ,,perwersyjnym paradoksem” i trudno się z nim nie zgodzić. Okazuje się bowiem, że gdyby nie swego rodzaju lustro, jakie tworzą gazy w atmosferze, odbijając światło słoneczne od zarania ery industrialnej, ziemia nagrzewałaby się nawet o ⅓ szybciej. To przerażająca perspektywa – obnaża bowiem, że jesteśmy uwikłani w dylemat, w którym nie ma dobrego wyjścia.

Lecz się, czym się strułeś? Zanieczyszczenia a zmiany klimatu

Dla wielu z Was ten dewastujący paradoks nie będzie nowością. Wiele osób wciąż jednak nie ma o nim pojęcia. Zdanie sobie sprawy z faktu, że to, co nas zabija, mogłoby jednocześnie nas chronić, jest dość trudne do przyjęcia. Wielu wizjonerów i autorów sci-fi już od dekad powtarza, że w którymś momencie możemy być zmuszeni do zawierzenia zanieczyszczeniu, by przetrwać. Temu samemu, które co roku powoduje setki tysięcy śmierci i przyczynia się do degradacji środowiska naturalnego.

W tych scenariuszach na prowadzenie wysuwa się wizja atmosferycznego parasola, składającego się w głównej mierze z siarki. Odbijając światło słoneczne, warstwa ta miałaby skutecznie chłodzić Ziemię, a tym samym – życie na niej. A jednocześnie bezpośrednio mu zagrażając, bo poduszka z siarki w atmosferze to nie tylko zachody słońca wprost wyjęte z ,,Króla Lwa”, ale też tragiczna jakość powietrze i kwaśne deszcze, szkodzące roślinności i wpływające negatywnie na jakość wód, nie mówiąc o dziesiątkach innych negatywnych konsekwencji.

Scenariusze geoinżynierów

Trudno więc brać ten scenariusz na poważnie – i, zresztą zdaje się, że nikt poza garstką geoinżynierów tak go nie traktuje. Jak słusznie zauważa Wallace Wells, sięgając po taką metodę, nie mielibyśmy już drogi odwrotu – nawet drobne naruszenie struktury siarkowego parasola mogłoby skazać nas na gwałtowny wzrost temperatury. Niemniej, fakt, że nasze dążenia do zatrzymania postępu zmian klimatycznych, a także poprawy stanu środowiska naturalnego mogą przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, przekonuje do spojrzenia na geoinżynierię przychylniejszym okiem. Pomysł iniekcji dwutlenku siarki do atmosfery, promowany intensywnie przez pasjonatów i protoplastów dziedziny – Lowella Wooda i Edwarda Tellera – zyskał największą przychylność w świecie nauki, choć jest to oczywiście plan bardzo niedoskonały. Inne, nierzadko przywodzące na myśl bardzo wymyślne fabuły sci-f9, większość naukowców wkłada między bajki. Przywołajmy choćby  pomysł floty miniaturowych statków kosmicznych, których tryliony uformowałyby cień słońca  milion kilometrów od ziemi. Pozostałych nie będę tutaj wymieniać – zainteresowanych odsyłam do rozbudowanego artykułu Wired o historii geoinżynierii.

Może jednak powstanie prawdopodobny i opłacalny scenariusz, który zdejmie z nas brzemię ,,perwersyjnego paradoksu”? Pozostaje nam kibicować adeptom geoinżynierii.

Dodaj komentarz